Robert Bijas
Fotografia przyrodnicza
O wiośnie i lesie.
poniedziałek, 2 marca 2020

W niedzielę rano wyjeżdżałem z domu gdy słoneczko ślicznie świeciło i było ciepło (jak na początek marca). Gdy dojechałem w moje ukochane miejsce już nieźle padało, o zasiadce mogłem zapomnieć. Więc ruszyłem samochodem z wolna, bacznie przypatrując się okolicy. Bardzo się ucieszyłem gdy zobaczyłem moje ukochane gęsi. Dopiero w domu zorientowałem się że są tam nie tylko gęgawy. Kto zgadnie jakie jeszcze gęsi widziałem? W drodze powrotnej zajechałem do lasu, do mojej przysłowiowej Kanady. Jak zwykle w tym miejscu w nos uderzył zapach żywicy i wilgotnego mchu. W powietrzu roznosił się głos dzięcioła czarnego. Zagłębiając się w las zobaczyłem duże odchody, już obkurczone ze starości ale domyślam się do kogo mogły należeć. Plecak na plecach aparat schowany. Siąpi deszcz. Idę ścieżką zagłębioną nieco. Dwadzieścia metrów przede mną coś bardzo szybko i bezszelestnie mi mignęło przed oczami. Zwierz nawet gałązki nie złamał. Nade mną odezwał się Kruk, czarny książę lasu. Idąc łąką wzdłuż rzeki widziałem jak młody bielik krąży i szuka i zawraca, to znowu nad las wlatuje. Zmieniłem miejsce, samochód zostawiłem kawałek za sobą, bielik znowu jest jakby mnie śledził, ale czy to mnie śledził? w zakrzaczeniach widzę sześć może siedem jeleni. Jestem na górce jakieś sto pięćdziesiąt metrów od nich. Część się zrywa do biegu. Nie prosto ode mnie, raczej po ukosie do lasu. odrywają się ściany lasu kawałeczek i wbiegają w las. Pozostałe chcą też uciekać w las, nagle zawracają na łąkę. Ale, zwracają znowu w krzaki. I miotają się to w prawo to w lewo. Ja stoję i się przyglądam przytulony do drzewa. Ruszyły z impetem wprost do lasu, tylko woda zachlupotała pod nimi. I znowu nastała Cisza.
W drodze powrotnej uwieczniłem nieco lasu. Przemijanie, starość, śmierć i narodziny nowego lasu. Obieg materii, życie i śmierć i życie.