Robert Bijas
Fotografia przyrodnicza
Wyprawa fotograficzna na koszatkę leśną
sobota 15 sierpnia 2026r.

Było to dawno już temu 06.08. 2014 roku. Pamiętam jak dziś że noc była gorąca i parna. Ciężki sprzęt fotograficzny trzeba było wnieść pod górę. Znajomi wiedzą pod jaką górę. Kilka godzin wcześniej. Sprawdzałem miejscówkę. Byłem dziwnie podekscytowany. Przypuszczałem co to za ssak może mi się pojawić tej letniej nocy. Wtedy, dwanaście lat i jeden tydzień temu towarzyszył mi siostrzeniec. Dzisiejszej nocy też był ze mną. Myślę że mi przynosi szczęście. Od tamtej pory nie udało mi się sfotografować koszatki. Dzisiejsza wyprawa fotograficzna była wyprawą rozpoznawczą. Namiary dostałem od zaprzyjaźnionego profesora, to ogromna pomoc. Szukać ducha samemu w ogromnym dzikim lesie to jest naprawdę sztuka. W gości zazwyczaj nie idzie się z pustymi rękoma. Prawda? Żeby tradycji stało się zadość, złożyłem skromny i smaczny dar w postaci cząstki jabłka. Sądząc po oczach gospodyni była nad wyraz zadowolona. Na zdjęcia jeszcze przyjdzie czas. Ale, obserwacja tego wspaniałego i bardzo rzadkiego stworzenia wynagrodziła mi te lata rozłąki. Koszatka leśna jest piękna, delikatna i cicha. Porusza się niczym duch bezszelestnie. Ostrożność jest jej podstawową cechą. Co mnie absolutnie nie dziwi. Wyobraźcie sobie państwo że głównym prześladowcą koszatki jest nie kto inny jak sam puszczyk zwyczajny, tuż zanim pojawia się kuna leśna, czy nawet łasica. Bo trzeba wiedzieć że, o ile sezon jest urodzajny to koszatka, popielica czy orzesznica nie muszą schodzić na dno lasu. Gdy brakuje pokarmu popielicowate szukają go na dnie lasu. Dziś koszatka miała posiłek dostarczony pod śliczny pyszczek, może dzięki temu ocaliła swoje krótkie życie. Albowiem tuż nad nią przysiadł niepostrzeżenie puszczyk zwyczajny. Przyleciał tak cichutko i tak cichutko wylądował że tego nie zauważyłem. Czekanie najwyraźniej mu się już znudziło i postanowił zmienić lokalizacje swojego polowania. Zrobił to w tak spektakularny sposób że oniemiałem z wrażenia. Lekuchno zeskoczył z gałęzi na której siedział i opadł dwa metry bez rozkładania skrzydeł i dopiero trzy metry na ziemią rozpostarł swe skrzydła i zrobił zwrot w poziomie i machnął skrzydłami dwa razu i pochłonął go mrok wielkiego lasu. Koszatka pojawiła się na kilka sekund by przegryźć jabłko i zniknęła. To co nastąpiło po odlocie puszczyka to chyba uszczęśliwiłoby każdego chiropterologa. Wyobraźcie sobie ciepłe światło latarki i nad nią ogromne rojowisko różnych owadów, od motyli nocnych różnych wielkości i kolorów po najmniejsze jakieś meszki, muszki. I w to rojowisko wpadały nietoperze i uwijały się jakby jutra miało nie być. Nadlatywały duże i małe nietoperze. Niektóre podlatywał tak blisko mnie jakby chciały się przejrzeć w okularach i sprawdzić czy dobrze wyglądają. A może chciały się przywitać i sprawdzić czy to ten ich znajomy fotograf? Życie piękne jest gdy otaczają nas takie cuda natury.

Fot Robert Bijas 2026