Robert Bijas
Fotografia przyrodnicza
poniedziałek, 30 marca 2020

Żołny

Więcej zdjęć w zakładce ptaki.

Legendarny klejnot w koronie Polskiej awifauny. Ptak o którym śniłem wielokrotnie, wiele o nim słyszałem. Gdy człowiek chwyta się wielu trudnych gatunków to zawsze coś wychodzi tylko połowicznie. Ganiam za tymi małymi zas..cami i też różnie to wychodzi.

Jak wiecie już z moich opowieści, większość moich fotografii zawdzięczam dobroduszności moich kolegów. Tak było i tym razem. Zadzwonił telefon. Kolega od sóweczki dzwoni i mówi: A kiedyś wspominałeś że chciałbyś zrobić zdjęcie żołnom. Jasne że chciałem i nadal chcę, a co masz rozkminione? No mam. Przyjeżdżaj.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 30 marca 2020

Wiewiórka

Z tym zwierzakiem spotykamy się już jako dzieci. Jest to pierwszy dziki zwierz w naszym życiu. Tak też było i w tym przypadku.

Stary dom, stary pochylający się ze starości dom i wielki kasztanowiec, przez nas nazywany kasztanem. Olbrzym ten rósł tuż naprzeciwko mojego okna. To było naprawdę bardzo dawno temu. Przed domem po lewej stronie rosła grusza stara jak ten dom zapewne bo już nie obdarowywała mieszkańców słodkimi owocami. Za domem zaś rosła piękna roztoczańska sosna. Też już swoje lata miała, pochylała się już coraz bardziej. Las był tuż za płotem. Niektórzy pewnie jeszcze pamiętają te czasy i zapach pączków unoszący się dokoła domu, lub cebularzy. Tak było.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 30 marca 2020

Suseł perełkowany.

Do tej wyprawy szykowałem się w sumie kilka miesięcy. Zbieranie danych badawczych, informacji wszelakich. Rozmowy z ludźmi którzy tam byli i widzieli. Tłumaczenie dokumentów. Wieczorne ślęczenie z herbatką nad opisem gatunku, o behawiorze. Słowem wszystko. W sumie minęło osiem miesięcy od postanowienia do wykonania pierwszego wyjazdu i pierwszego zdjęcia.

Nadszedł dzień wyjazdu, poranek chłodny był . Ale to dopiero kwiecień, po srogiej zimie jaka nawiedziła nas tego roku zieleni traw trudno było oczekiwać, choć ptaki już radośnie szczebiotały. Był to wyjazd podczas którego chciałem zobaczyć teren, ale zobaczyć też to zwierzę. Byłem niezmiernie przejęty. Oczywiście papier z RDOŚ miałem. Byłem legalnie, a to dla mnie jest nadal ważne.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 30 marca 2020

Było to dawno temu, gdy jeszcze nie fotografowałem. Ale jak to u mnie bywa częściej gdzieś w lesie czy z wędką niż w domu. Wczesną wiosną słyszałem potem widziałem jak nad głową wysoko w przestworzach lecą kluczem wielkie ptaki. Ten głos, ten klangor to był taki głos tęskny i przyjazny dla ucha jednocześnie. Robiło się ciepło, nadchodziła wiosna. Okres nadziei i rozrodu, zalewania łąk i kwitnienia roślin leśnych i łąkowych. Pąki na drzewach nabrzmiewały sokami dopiero co zagrzanymi dzięki coraz dłuższym dniom. Nawet wiosenny deszcz już nie jest przykry. Po nim zawsze pojawiało się coraz więcej zieleni. Mijał czas, i zmieniały się zainteresowania. Nastawała jesień, jeszcze drzewa zielone liście miały jak już słychać było klangor żurawi. Tylko kierunek się zmienił. Widok ten zawsze mnie smutkiem napawał, wiedziałem że nie wszystkie dolecą na miejsce i nie wszystkie do nas wrócą. Zwiastowały także nadejście szarej jesieni i srogiej zimy.


WIĘCEJ >
wtorek, 24 marca 2020

Głuszec

Na głuszca nigdy się nie zasadzałem, nie tropiłem. Nie nękałem swoją osobą. A musicie wiedzieć że głuszec jest pod ścisłą ochroną gatunkową. Ale jak to się po lesie się człowiek szwenda to zawsze na coś wlezie. Tak było i tym razem. Kolega podpowiedział mi żebym zboczył z trasy nieco to mogę natknąć się na głuszca. Niespieszno mi było, więc odwlekałem tą podróż. Los jednak nieco popchnął mnie ku głuszcom.

Jechałem kiedyś wczesnym rankiem do lasu, na moją ukochaną łączkę gdy nad samochodem przeleciała głuszka. Głuszka, znaczy samica głuszca. Kura. Ciśnienie walnęło mi takie że zatrzymałem auto, i wysiadłem. Dla mnie to było ogromne przeżycie. Tyle co ja się naoglądałem doskonałych zdjęć głuszców i opowiadań o nich, to teraz przed oczyma przewijały mi się zdjęcia głuszców jak w kalejdoskopie. Nie uwierzycie ja nawet słyszałem jak tokują, słyszałem chrzęst łamanych gałązek. Uspokoiłem się, obrazy i dźwięki znikły, pozostał zapach sosnowego lasu i śpiew ptaków. W końcu to początek kwietnia był. Powietrze rześkie i pachnące ale wiaterek jeszcze nieco chłodny był.


WIĘCEJ >
wtorek, 17 marca 2020

Nocek duży (Myotis myotis) -nocny łowca

Pewnego razu kolega z Puław zadzwonił do mnie czy nie napisałbym coś o nietoperzach które mają kolonię lęgową w jednym z budynków w Puławach. Zgodziłem się z chęcią, ale wiedziałem że temat do łatwych nie należy.

Nocek duży, o nim jak i o nietoperzach niewiele wiedziałem (im więcej czytam o nich to stwierdzam że dalej niewiele wiem). Zadzwoniłem do doktora chiropterologa który ma pod opieką to miejsce. Poprosiłem o pomoc. Słuchałem z uwagą wiadomości o tych tajemniczych zwierzętach. Przyszedł czas na pierwsze wejście na strych. Od razu poczułem ostrą woń amoniaku. Po pewnym czasie dotarliśmy do ich miejsca pobytu. Wysokość od podłogi do stropu 90 cm, jest gorąco, duszno i śmierdząco. Nietoperzy trochę jest, robię pierwsze podejście z aparatem, pierwsze zdjęcia rozczarowują bardzo. Nietoperze nie zachowują się naturalnie. Wycofuję się. Przyjeżdżam za dwa tygodnie, bogatszy w nowe wiadomości o życiu tych nocnych stworów wchodzę na ich terytorium. Zmiana zachowania jest diametralna, są zupełnie spokojne, siadam sobie ochoczo na górce guana i robię zdjęcia. Dla uspokojenia niektórych, błyski lampy są krótsze i słabsze od błysków pioruna.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 2 marca 2020

W niedzielę rano wyjeżdżałem z domu gdy słoneczko ślicznie świeciło i było ciepło (jak na początek marca). Gdy dojechałem w moje ukochane miejsce już nieźle padało, o zasiadce mogłem zapomnieć. Więc ruszyłem samochodem z wolna, bacznie przypatrując się okolicy. Bardzo się ucieszyłem gdy zobaczyłem moje ukochane gęsi. Dopiero w domu zorientowałem się że są tam nie tylko gęgawy. Kto zgadnie jakie jeszcze gęsi widziałem? W drodze powrotnej zajechałem do lasu, do mojej przysłowiowej Kanady. Jak zwykle w tym miejscu w nos uderzył zapach żywicy i wilgotnego mchu. W powietrzu roznosił się głos dzięcioła czarnego. Zagłębiając się w las zobaczyłem duże odchody, już obkurczone ze starości ale domyślam się do kogo mogły należeć. Plecak na plecach aparat schowany. Siąpi deszcz. Idę ścieżką zagłębioną nieco.


WIĘCEJ >
czwartek, 22 sierpnia 2019

Bardzo dawno temu kiedy rozpoczynałem swoją przygodę z fotografią przyrodniczą widziałem zdjęcie tego pięknego i wtedy dla mnie bardzo egzotycznego ptaka na portalu fotografia przyrodnicza. art. pl. Marzeniem było spotkać go dość blisko by zrobić dobre zdjęcie.

Jako krótkowidz mam nieco pod górkę z postrzeganiem z daleka. Pamiętam jak dziś byłem w Sułówku, było popołudnie i już staliśmy na szosie. Wtedy kolega szepcze widzisz, widzisz, zimorodek siedzi. Pokazał mi palcem gdzie siedzi. Ja smutnym wzrokiem spojrzałem na swój obiektyw. Żałość nad żałościami. Tamron 70-300 naście lat temu to była niestety technologiczna porażka. Ale co, skradam się. Przy moim wzroście dość mizernym, nie miałem większych problemów by sunąć między gałązkami łoziny. Cały czas miałem na oku ptaka, klejnot w zieloności podświetlony zachodzącym słońcem. Faktycznie nie był płochliwy, siedział grzecznie. Ręce drżały z podniecenia. Kurczę zimorodek, tak blisko! Klęknąłem w błotku ochoczo, uspokoiłem oddech. Uniosłem obiektyw, wizjer przyciśnięty do oka, wypuszczam powietrze i naciskam spust migawki. Poszła seria mojego pierwszego aparatu cyfrowego całe 3 klatki na sekundę. Ptak siedzi, emocje są niezwykłe, przymierzam się znowu i znowu trzy klatki. Gdy wstałem bo ptak poleciał, cały dygotałem z przejęcia. Musiało wiele lat minąć by znowu się z zimorodkiem spotkać, tym razem było to w Zwierzyńcu nad Wieprzem. Tu niestety warunki drastycznie niekorzystne dla fotografa. Sprzęt już nowocześniejszy, lepszy, ogniskowa dłuższa, i ilość klatek większa a także dużo większa czułość większa.


WIĘCEJ >

Pojechałem na chomiki... a wyszło jak zwykle.
Sobotni poranek śnił mi się po nocach. Widziałem, widziałem tego drania w promieniach wschodzącego słońca pogryzającego kłos zboża. Ale, nie. U mnie musi być zawsze w poprzek, na odwrót na złość. Drogę przebiega mały borsuk. Nogi mi drętwieją ale siedzę zaplątany w statyw i siatkę maskującą. CZEKAM!. Wyłazi z gracją łosza a za nią maleństwo, rozpłynąłem się. Tylko czego tak daleko?. Słońce przygrzewa a łobuza nie ma. Myślę przejdę się może coś ciekawego będzie. Było kurna było!!! Teleobiektyw na statywie ja z krótkim obiektywem ruszam i po kilkunastu metrach 5 zajęcy na polnej drodze uprawia kąpiele słoneczne. Popatrzyły na mnie i z wolna jak na zające rozeszły się, rozeszły. Wracam i znowu czekam. I znowu nic. tyłek boli od siedzenia. wstaję idę w druga stronę. Chomików oczywiście nie ma tam gdzie powinny być. zawróciłem i patrzę jak kicaj pomyka w moją stronę. Było gorąco więc bez koszulki szedłem. Zobaczyłem zajca. I bęc w ten pył. Leżę i celuję, pojawił mi się ładnie wykadrowałem nieco, a ten łobuz zmienił tor biegu. I tak go uwieczniałem raz za razem. Dobiegł na cztery metry i obczaił że na drodze coś leży, zawrócił. A to wszystko miało miejsce kilka kilometrów za Szczebrzeszynem.


WIĘCEJ >
czwartek, 11 lipca 2019

Dawno mnie nie było w tym uroczym miejscu. Sułówek jest ostoją bardzo wielu gatunków, obserwując je na przestytrzeni kilku lat zauważyłem, że kilka gatunków ma się tu dobrze lub bardzo dobrze. Jeszcze nie tak dawno temu czapla biała był wielką rzadkością na tym terenie, a dziś bywa że widzi się ich kilka czy kilkanaśćie. Coraz więcej jest krzyka czy batalionów. Dziś moją bohaterką jest czapla biała która pięknie mi zapozowała. Niestety nie ma ostatnio zbyt wiele czasu i zdrowia by być dwie godziny przed świtem, ale ptaki wiedzą że ten mały Jozin z Bazin nic im nie zrobi więc smiało paradują przedemną. Zapraszam do oglądania oczywiście reszta zdjęć z tej wyprawy znajduje się w galerii Ptaki.


WIĘCEJ >