Robert Bijas
Fotografia przyrodnicza
sobota, 1 kwietnia 2023

Było to wtedy gdy na mazurka mówiło się wróbel mazurek, a na wróbla domowego, zwyczajnie wróbel. Tak było przynajmniej u nas. Generalnie i tak mówiło się na te ptaki wróbel. Fotografia cyfrowa była dopiero w powijakach, więc jak sami się domyślacie fotografie wykonywałem na negatywach i diapozytywach. O ile, negatywy były tanie i nie było potrzeby liczenia klatek, o tyle slajdy były drogie i nad każdym naciśnięciem spustu migawki myślało się, czy naprawdę warto. Zrobiłem sobie karmnik pod oknem pokoju w którym mieszkam. Z początku robiłem zdjęcia prze okno, ale nie podobało mi się to za bardzo. Jedyna korzyść z tego jaka wynikła to wiedza o tym jak się zachowują, co je płoszy i co lubią.


WIĘCEJ >
czwartek, 30 marca 2023

Na głuszca nigdy się nie zasadzałem, nie tropiłem. Nie nękałem swoją osobą. A musicie wiedzieć że głuszec jest pod ścisłą ochroną gatunkową. Ale jak to się po lesie człowiek się szwenda to zawsze na coś wlezie. Tak było i tym razem. Kolega podpowiedział mi żebym zboczył z trasy nieco to mogę natknąć się na głuszca. Niespieszno mi było, więc odwlekałem tą podróż. Los jednak nieco popchnął mnie ku głuszcom.


WIĘCEJ >
środa, 29 marca 2023

Noc była niespokojna, fronty atmosferyczne głośno się spierały który ma otworzyć świt. Zimny, mokry i śnieżny oblepiający śniegiem napęczniałe wiosennymi sokami gałązki. Czy mroźny i słoneczny który krótkimi cięciami wiatru dalej walczył o prawo przyrody do słońca i radości, do wiosny. Nawet mroźny poranek, a słoneczny to radość dla ptactwa wszelakiego, a dla maleństw w szczególności. To one, te ptasie maleństwa przycupnąwszy za wiatrem nagrzewają swe ciałka drobniutkie. Gdy już ograne dostatecznie są te perełki ptasie, te sikorki, wróbelki, czyże i wreszcie te klejnociki przecudne rudziki.


WIĘCEJ >
poniedziałek, 13 lutego 2023

W poszukiwaniu magii i sów.

Był styczeń, na przemian padał deszcz, wiało, padał śnieg. Potem było ciepło, następstwem tego ciepełka (względnego) była mgiełka. Taka piękna i fotogeniczna, zwiewna niczym panna młoda o świcie wiosennym. Gdy dzień miał się ku zachodowi mgła robiła się coraz bardziej gęsta i sina, oblepiała każdy element, buki smukłe i czarne od wilgoci po puszczyka uralskiego. Nadszedł długo oczekiwany dzień, jest śnieg, jest mróz, jest szansa na Puchu i to nie nie jednego. No i nadzieja na klimaty. Ubrany solidnie opuszczam moją strefę komfortu, zjazd windą tylko jedno piętro a już czuć chłód. Witam się z Magdą i Markiem i ich Pufą. Pufa jest ich psią miłością bezwzględnie. Pokonujemy kilometry zaśnieżonej i oblodzonej drogi. Im bliżej celu nasze głowy jak radary przeczesywały drzewa. Oczy nam wychodziły z orbit by przebić coraz gęstszą mgłę. Nagle Magda krzyknęła. Stój!!! Jest. Jest!!! No tam siedzi, widzicie! Nawet ja najgorzej widzący i najmniej spostrzegawczy dostrzegłem magię i Puchu. Zrobiło mi się cieplutko na sercu, wreszcie jest, jaki piękny. Starałem się uchwycić magię tego miejsca. Czy mi się udało sami oceńcie. A potem nastąpiła tragedia jakich wiele w ostatnim czasie. Już nie zobaczyliśmy więcej Puchu, za to Sthile grały swą smętną melodię. Żeby jakoś smutek ukoić jeździliśmy w różne miejsca gdzie występował Puchu zwyczajny. Było pięknie i śnieżnie, ale świadomość że nie prędko zobaczy się Urala, może to był ostatni raz? Tfu, tfu. Ech. Nadeszły duże opady śniegu i mogłem zrobić kilka fotografii które pozwolą kiedyś wspomnieć że i śnieg bywał u nas w zimie i woda była. Kilka drobnych ptasząt sfotografowałem przez okno w moim pokoju. Ale to nie Puchu.


WIĘCEJ >

Zima tego roku przyszła nieco wcześniej niż zwykle. Pierwszy śnieg jak się pojawił tak i znikł. Drugi opad i mrozy zapowiadane o dziwo się sprawdziły, jest śnieżnie i mroźno no i jest pięknie. Słońca niestety jak na lekarstwo. A tak go potrzebujemy. Tylko nie mówcie że jest bajkowo, bo tak nie jest dla wielu ludzi i zwierząt. Dla mnie zima to czas odkrywania i czytania lasu i życia leśnych stworów. Teraz widzimy wyraźne tropy zwierząt które uciekając przed mroźnym powiewem nocy, chowają się w trzcinowiskach czy leśnych ostojach, młodnikach i zagłębieniach. Sarny, jelenie otulają się nisko zwisającymi gałęziami jodły czy świerka. Widzimy jak spod śniegu wystają ogryzione pędy borówek czy maleńkich grabów i buków. Sarny tworzą rudle które zapewniają bezpieczeństwo i ciepło. Nasze wędrowanie po głębokim lesie powinniśmy sobie darować, gdyż każdy spłoszony z leży zwierzak to potencjalna ofiara drapieżników i mrozu. Trzeba pamiętać że nie każde zwierze jest tak zdrowe na jakie wygląda. Ofiar mrozów będzie na tyle dużo że drapieżniki sobie poradzą.


WIĘCEJ >
sobota, 10 grudnia 2022

Siedząc kiedyś na schodach Domu Dziecka w Puławach, brudny i śmierdzący po długotrwałym fotografowaniu nietoperzy na poddaszu budynku, rozmawiałem ze znajomym chiropterologiem, o tym co chcę robić dalej. Opowiedziałem o moim marzeniu, o wydaniu książki o ssakach żyjących na Lubelszczyźnie. Usłyszałem od niego: ,,no to Robert porywasz się z motyką na słońce”. Zapewnił, że będzie mi pomagał i kibicował. Słowa dotrzymuje do tej pory. Od razu dodał, „słuchaj niebawem do RPN przyjedzie doktor z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Będą monitorować popielicowate. Weź podejdź i się zorientuj, z pewnością Ci pomoże”. Minęły dwa miesiące i faktycznie badacz przyjechał do RPN razem ze studentami. Podszedłem i zagaiłem rozmowę. Doktor od razu się zgodził. Umówiliśmy się na drugi dzień w rezerwacie Bukowa Góra w RPN.


WIĘCEJ >
środa, 30 listopada 2022

Wyjazd nie był typowo przyrodniczy, o nie. Fotografowaliśmy obiekty czasów minionych z okresu drugiej wojny światowej. Bunkry, mogiły żołnierzy naszych i obcych. Najsmutniejsze były mogiły małych dzieci. Fotografii jeszcze nie udostępnię gdyż materiał jest redagowany.

Miałem marzenie sfotografować żmiję zygzakowatą (Vipera berus). Idąc w jedną stronę uważnie patrzyłem pod nogi. Wiedziałem że One mogą tam być. Po wykonaniu powierzonych mi zadań i odpoczynku wracaliśmy powoli. Słońce przemiarzało nieboskłon miło ogrzewając plecy. Wiedziałem że do słońca One wyjdą. Zbierając grzyby wypatrywałem tych z zygzakami na plecach. Kolezanka szła przede mną po lewej ja po prawej. Nagle zobaczyłem kijek którego tu wcześniej nie było. krzyknąłem Stój! Nieruszaj się. Poprosiłem o mój plecak, jako że już byłem złachany jak koń po westernie. Mówię do koleżanki zobacz żmija, wtedy znalazłem się na ziemi na przeciw mojego marzenia. Naprzeciw żmiji zygzakowatej, nawet słoneczko zaświeciło jej się na głowie. Niestety miałem tylko krótki obiektyw. Z każdym kliknięciem spełniałem swoje marzenie. Niestety żmija nie była zbyt duża, ale i tak byłem szczęśliwy. Sfotografowałem Żmiję zygzakowatą, Huuurrrra!


WIĘCEJ >
poniedziałek, 31 października 2022

Wyjechałem dziś rozwiesić foto pułapki. Miejsce bomba, a będzie jeszcze bardziej zachwycające. Bobry pracują intensywnie na całej długości cieku. W dzień tuż nad wodą śmigają zimorodki i inne ptaszory. Noc choć chłodna już i wilgotna ma też swoich amatorów, to nietoperze jeszcze polują na owady. Przygotowania do zimy trwają w najlepsze. Bobry magazynują gałęzie cieńsze i grubsze, nietoperki zbierają tłuszczyk. Nie wszystkie zostaną tu na Roztoczu. Wiele z nich podejmie daleką wędrówkę, wiele z nich zginie w drodze do zimowiska, wiele padnie z głodu lub wyziębienia. I najgorsze, że część zginie z głupoty ludzkiej. W czasach lotów na księżyc, i wysyłania sond na skraje wszechświata, ludzie wierzą że to szatańskie nasienie. Brawo. Przenosimy się z terenów podmokłych na tereny podmokłe, bo gdzie woda tam życie jest. Auto kolebie się z boku na bok pokonując puszczańskie doły i błota. Coraz jaśniejsza ta puszcza się zrobiła. Suniemy po cichutku napawamy oczy tym co jeszcze pozostało. Tylko gałęzie stukają w podwozie jakby wołając, my tu rosłyśmy, pamiętasz? Pamiętam ja i wielu, wielu ludzi. Pamiętamy że kiedyś puszczę pisało się tylko wielką literą. Dotarliśmy do celu, życiodajna woda chlupie mi pod stopami, a woda tu jest odkąd pamiętam, może tylko głębsza nieco. Dziwna jakaś ekscytacja mnie opadła, (poza strzyżakami sarnimi niektórzy wierzą że to latające kleszcze ;). Idę w wiadome miejsce i sprawdzam pudełka. Jedno puste, drugie puste. Trzecie, było wcześniej zajęte, w tym roku było zajęte. Po blisko 10 latach są znowu, ale się cieszę. Wracam do auta i opowiadam towarzyszowi co widziałem i piję herbatę z cytryną. Powrót orzesznicy leszczynowej po 9 latach. W 2013, 14, 15 fotografowałem je bez problemu nagle przepadły, znikły. Podziały się, ale teraz są, są. Są orzesznice leszczynowe znowu w tym samym miejscu. Systematyczność działania to klucz do sukcesu.


WIĘCEJ >
czwartek, 4 sierpnia 2022

Fotografuję na Roztoczu ptaki, ssaki, nietoperze czasami pejzaże. Widzę zachodzące zmiany te które są wynikiem zmian naturalnych i tych które są uczynione ludzkimi rękami. Mam swoje ulubione miejsca, np. punkt widokowy na Bukowej Górze. Zmiana na plus to jest czyściej. Na minus to że punkt robi się coraz mniej widokowy. Ktoś poniżej uczynił sobie lasek brzozowy. Bywa i tak, Plusów ciąg dalszy na drogą Zwierzyniec- Sochy widać naturalne połączenie ekosystemu. Drzewa nad drogą się stykają na tyle by umożliwić migrację popielicowatych, co może tylko cieszyć. Ale jest coś co mnie irytuje do granic możliwości. Wałęsające się psy ze wsi Sochy. Obserwowałem że ich celem są młode sarny. Są one tak bezbronne i delikatne. Wystarczy że pies pazurem zrani powłokę brzuszną i tu następuje dramatyczna śmierć sarny. Sarny która dopiero zaczynała żyć. Psy są różnej wielkości i z obrożami, są agresywne w stosunku do ludzi.


WIĘCEJ >

Dostałem skierowanie do sanatorium. Najpierw do sanatorium oddalonego 650 kilometrów, odwołałem się. Dostałem skierowanie do Horyńca Zdroju. Termin bardzo mi nie pasował bo to wiecie, lato, ptaki, ssaki, nietoperze. A bardzo chciałem uzupełnić galerię fotografii nietoperzy. Dla fotografa przyrody okres od połowy czerwca to 10 lipca to istne eldorado. I taki lekko sfrustrowany siadłem do komputera zobaczyć na Google Maps co to i gdzie to jest. Humor mi się nieco poprawił. Widziałem z góry pałac Ponińskich i duży park i dwa stawy. Nadzieja wstąpiła w me serce. Zacząłem się pakować. Oczywiście jak sami rozumiecie na pierwszym miejscu trzeba spakować... Sprzęt fotograficzny. Jak już to zrobiłem to reszta była kwestią parunastu minut, no może dłużej. Po dotarciu na miejsce z hukiem spadł mi kamień z serca. Usłyszałem szum drzew i świergot ptaków, a ludzie byli jacyś dziwnie uśmiechnięci, brali co? Okazało się wnet że nie. Otóż oni wracali z parku i mówili że byli pożegnać się z bobrem i kaczkami i wiewiórką. Trzy tygodnie później ja miałem taki wyraz twarzy, żegnałem się z puszczykiem zwyczajnym, ale o tym jutro. Dobrze? Po zameldowaniu się ruszyłem pędem niemal (jak na niepełnosprawnego) do parku. A tam starodrzew i dziupli ogrom a szczebiot ptaków radością napawał me serce, jestem w Bajce. Tak nazywa się to sanatorium. Zamieszkałem w pokoiku w tak zwanym pawilonie. To było zbawienne, bowiem za szczery uśmiech lub dwa mogłem się szwendać po nocy szukając nietoperzy i puszczyka. Byłe zadowolony, byłem szczęśliwy. No nie wszyscy byli zadowoleni co przyjechali. „Nie, no my w tej ruinie mieszkać nie będziemy.” Mogli w ogóle nie przyjeżdżać. Zapomnieli o klimacie. Warunki były dobre, a jedzenie bardzo dobre. Wiadomo że co sanatorium to inne menu. Wiadomo że i mi nie zawsze coś smakowało. Ale jeżeli się wcina dwa talerze kapuśniaku, czy pomidorowej bez śmietany, a potem drugie danie, to jest nieźle. Przyjechałem bardzo zadowolony z pobytu i niezbyt żałuję że w tym okresie. Trochę mnie „naprawili.” A to dla mnie najważniejsze. Dziękuję całej ekipie sanatorium „Bajka,” oraz Markowi Trzeciakowi za zabranie mnie w miejsca niezwykłe, za pomoc w realizacji moich marzeń. Do zobaczenia.


WIĘCEJ >